Dramaty w dziejach

Zamachy na Matkę Bożą

Radosław Patlewicz
Analityk, pisarz, publicysta

Wśród wielu cech religii katolickiej największą nienawiść jej wrogów od zawsze budziło uwielbienie dla Maryi – Matki Jezusa Chrystusa.

Maryja jako symbol nieskazitelnej wiary, pokory, czystości i zawierzenia Bogu stanowi niedościgniony wzór chrześcijańskich cnót. Z tego też powodu to zwykle na nią, ruchomości i nieruchomości z nią związane, spadały najcięższe ciosy. Przyjrzyjmy się kilku takim wydarzeniom.

Matka Boża Częstochowska

Lata 20. XV wieku przyniosły wielki niepokój na pograniczu polsko-czeskim. U naszego sąsiada trwały walki między heretyckimi husytami a chrześcijańskimi krzyżowcami. Obie strony były nierzadko bardzo brutalne, a skalę zbrodni na ludności cywilnej potęgował liczny udział oddziałów najemnych, nastawionych na szybki zysk. W okresach między kampaniami oddziały te rozpuszczano, a czasem w ogóle im nie płacono, co rodziło wściekłość żołdaków. Napadali na kupców, karczmy i dwory, a ci stojący po stronie herezji – także na kościoły, w których rabowali drogocenne wyposażenie.

Jeden z takich nieopłaconych oddziałów grasantów o mieszanym składzie narodowym wpadł na pomysł ataku na cieszący się już wówczas sporym prestiżem klasztor w Częstochowie. Napaść była łatwa do zorganizowania, gdyż przybytek nie posiadał zbrojnej ochrony.

Najazd został dokładnie zaplanowany. Doszło do niego w czasie świąt wielkanocnych 14 kwietnia 1430 r. Tak jak przewidziano, mnisi byli całkowicie bezbronni wobec zakutych w stal i zaprawionych w bojach agresorów. Błyskawicznie przystąpiono do rabunku klasztornych pomieszczeń, jednak oprócz niewielkiej ilości pozłacanych przedmiotów liturgicznych złodzieje nie znaleźli nic cennego. Wówczas wpadli we wściekłość, zaczęli rąbać meble i niszczyć sprzęty liturgiczne klasztornej kaplicy. Uchodząc, porwali cudowny obraz Matki Bożej. Z niewiadomego powodu wyładowali na nim złość już poza murami klasztoru. Pocięli go mieczami i porzucili przy drodze. Obraz został stamtąd zabrany i wrócił na swoje miejsce. Pamiątką po tym wydarzeniu są widoczne do dziś dwie charakterystyczne blizny na policzku Maryi.

Obraz jasnogórski był atakowany także później. Przykładowo 9 grudnia 2012 r. zaślepiony lewicową nienawiścią do katolicyzmu 58-letni mężczyzna rzucił w niego wiązką żarówek wypełnionych farbą. Wprawdzie sam obraz nie ucierpiał, ze względu na specjalną szybę, za którą się znajduje, pewnym uszkodzeniom jednak uległ ołtarz, którego jest elementem.

Matka Boża z Guadalupe

W 1917 r. w Meksyku władzę przejęli radykalni ateiści i wolnomularze. Wprowadzili w życie nową konstytucję gwarantującą ścisły rozdział Kościoła od państwa. Mimo to jako przedstawiciele władzy świeckiej ustawicznie łamali jej postanowienia i próbowali narzucać biskupom, księżom i zakonnikom własne zasady. Obelżywa propaganda antyklerykalna kliki prezydenta Álvaro Obregón Salido, a potem Plutarco Callesa doprowadziła do wzmożenia nastrojów antykościelnych, czego efektem były coraz liczniejsze przypadki ataków na kapłanów i miejsca kultu. W 1926 r. w kraju wybuchło tzw. powstanie Cristero, jednak zanim do niego doszło, napadnięte zostało najsłynniejsze sanktuarium na obu kontynentach amerykańskich – Bazylika Matki Bożej z Guadalupe w stołecznym Mexico City. W przybytku tym znajduje się cudowny obraz powstały w czasie najstarszego, uznanego przez Kościół objawienia maryjnego z 12 grudnia 1531 r.

Zamach został zlecony osobiście przez prezydenta Obregóna. W trakcie przygotowań postanowiono wykorzystać lokalną tradycję, w ramach której ludność indiańska i metyska składała przed wizerunkiem Matki Bożej kosze pełne kwiatów. To właśnie w takim koszu 14 listopada 1921 r. umieszczono ładunek wybuchowy. Celem eksplozji miało być zniszczenie sanktuarium i zakończenie kultu, który był bardzo nie na rękę masońskim „postępowcom”. Zgodnie z późniejszymi ustaleniami, osobą, która podłożyła przed wizerunkiem maryjnym kosz z bombą, był Luciano Perez Carpio – pracownik sekretariatu prezydenta Meksyku. Towarzyszyło mu kilku przebranych w cywilne ubrania żołnierzy, którzy mieli czuwać nad tym, by nikt nie zakłócił składania „daru”. Kilka godzin później kosz eksplodował. Ukryta w nim bomba uszkodziła schody prowadzące do ołtarza, świeczniki, kilka marmurowych figur świętych oraz stojący nieopodal krzyż. Pęknięciu uległy nawet fundamenty bazyliki, jednak ku zdumieniu wiernych, a przede wszystkim zleceniodawców zamachu, ukrytemu za szybą wizerunkowi maryjnemu nic się nie stało! Co z ludzkiego punktu widzenia jest chyba jeszcze dziwniejsze – sama szyba również nie uległa uszkodzeniu, choć z okien wyleciały witraże znajdujące się znacznie dalej od epicentrum wybuchu.

Dzięki temu wydarzeniu sanktuarium stało się jeszcze bardziej sławne. W ten sposób zamach, który miał doprowadzić do likwidacji kultu maryjnego w stolicy, jeszcze go wzmocnił.

Kościół Santa María de la Mota

Niestety, nie wszystkie ataki na sanktuaria maryjne zakończyły się pozytywnie, jak w przypadku klasztoru jasnogórskiego i bazyliki w Guadalupe. Jednym z przykładów udanej dewastacji są losy klasztoru i związanego z nim kościoła poświęconego Matce Bożej w hiszpańskim mieście Alcalá la Real w prowincji Jaén. W 1341 r., po odebraniu miasta muzułmanom, król Kastylii Alfons XI założył na wzgórzu – gdzie mieściła się wcześniej twierdza i meczet Maurów – Królewskie Opactwo Santa María de la Mota. Przybytek funkcjonował przez kilka wieków. Jego kres przyniosły wojny napoleońskie. Rewolucyjna armia, doceniając obronne walory wzgórza, w 1810 r. opanowała klasztor, wypędziła mnichów i przekształciła istniejące zabudowania w koszary. Tuż po wkroczeniu Francuzów kościół został częściowo ograbiony z wyposażenia. W tej historii znalazło się miejsce na wątek... polski. Oto bowiem nasi żołnierze, którzy w ramach ekspedycji z Księstwa Warszawskiego walczyli dla Napoleona przeciwko hiszpańskim katolikom, sprzeciwili się profanacji świątyni. Francuzi nie dali się im przekonać do uszanowania miejsca kultu, wobec czego doszło do wymiany ognia między oddziałami. Ostatecznie dowództwo przeniosło naszych rodaków w inne miejsce, dozwalając na dalszą dewastację świątyni. Podczas odwrotu wojska francuskie podpaliły kościół, powodując zawalenie się jego sklepienia. Od tego momentu siedziba opactwa została przeniesiona do kościoła Las Mercedes w dzielnicy Llanillo, w dolnej części Alcalá la Real. Kościół Santa María de la Mota przekształcono z kolei w kaplicę przycmentarną, lecz w związku ze zubożeniem miejscowej ludności ustawicznie brakowało funduszy na jego utrzymanie i popadał w coraz większą ruinę.

Kościół NMP Królowej Polski w Krakowie

Ataki na Matkę Bożą ze strony rozbójników, heretyków i rewolucjonistów, można nazwać pośrednimi działaniami w służbie szatana. Zdarza się jednak, że dochodzi do nich wprost przez zdeklarowane sługi złego. Tak było w przypadku kościoła Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski, który znajduje się przy Al. Panieńskich Skał w Krakowie. Ten drewniany kościół zbudowano w pierwszej połowie XVI wieku w Komorowicach pod Bielsko-Białą. Następnie został rozebrany i przeniesiony do Woli Justowskiej, która z kolei weszła w skład Krakowa. W 2002 r. świątynia uległa całkowitemu zniszczeniu w wyniku pożaru. Początkowo podejrzewano samozapłon, jednak żmudne śledztwo po 11 latach doprowadziło do wykrycia i ujęcia sprawcy. Jak się okazało, obiekt podpalił jawny satanista. Po zatrzymaniu przyznał się do dokonania czynu. Wskazał, że należał do grupy wielbiącej władcę piekieł, a czynu dokonał, wzorując się na norweskim wyznawcy szatana z grupy blackmetalowej, który również miał na koncie kilka podpaleń kościołów.

Niedziela. Magazyn 11/2025

Dystrybucja

W wersji drukowanej
15 zł

koszt przesyłki zwykłej: 7 zł
koszt przesyłki za pobraniem: 15 zł

W parafiach
Telefonicznie: 34 369 43 51
Mailowo: kolportaz@niedziela.pl

Prenumerata roczna: 60 zł (przesyłka gratis)

W wersji elektronicznej
12 zł

Zamów e-wydanie

Archiwum