W dziejach papiestwa było wielu wspaniałych ludzi, reformatorów, pobożnych mężów i świętych papieży, ale tych, których historia ocenia niejednoznacznie, też nie brakowało.
W pierwszej połowie XI wieku Rzym w niczym nie przypominał spokojnej stolicy chrześcijaństwa. Miasto Apostołów, cesarzy i starożytnych ruin żyło wówczas między pamięcią o dawnej wielkości a upadkiem. Od dziesięcioleci było areną brutalnej rywalizacji możnych rodzin, w której prym wiedli hrabiowie Tusculum i ród Krescencjuszy. Oba te rody traktowały papiestwo jako narzędzie władzy. Bez pardonu wpływały na wybór papieży, obsadzając Tron Piotrowy swoimi krewnymi. Ta sytuacja rodziła zjawiska, które późniejsi reformatorzy uznali za skandaliczne. Symonia kwitła, bo stanowiska kościelne miały wartość polityczną i finansową. Celibat bywał lekceważony, bo duchowieństwo żyło w społeczeństwie, gdzie więzi rodzinne były fundamentem porządku. Tron Piotrowy traktowany był jak rodzinne dziedzictwo. Najboleśniejszym symbolem tego chaosu stał się nie mechanizm, który pozwalał możnym wpływać na wybór papieży, lecz człowiek: Benedykt IX – jedyny papież, który urząd ten sprawował trzykrotnie. Jego pontyfikat, choć powszechnie krytykowany, stał się jednak zaczynem czegoś dobrego – to z niego zrodziła się konieczność odnowy, która przyniosła reformę i nową jakość w średniowiecznym Kościele.
Papieska gra o tron
Alberyk III, głowa rodu Tusculum, czuł, że wraz z przedwczesną śmiercią papieża Jana XIX w 1032 r. wymyka mu się z rąk władza nad Wiecznym Miastem. Ten ambitny i bezwzględny polityk zdołał wynieść na Tron Piotrowy dwóch swoich braci – wspomnianego Jana XIX i Benedykta VIII, stając się w ten sposób najważniejszą osobą w Rzymie. Dlatego, gdy ciało zmarłego papieża jeszcze nie zdołało ostygnąć, przystąpił do działania. Przekupił, zastraszył i zabił kogo trzeba, by na Tronie Piotrowym osadzić swojego syna – Teofilakta z Tusculum. Chłopak, który obejmując urząd papieża nie miał 20 lat (niektóre źródła utrzymują, że mógł być dużo młodszy), przyjął imię Benedykt IX. Choć był bratankiem dwóch poprzednich papieży, to w żaden sposób nie był przygotowany do kierowania Kościołem, co ujawnił już jego pierwszy pontyfikat (1032-44). Trwał stosunkowo długo, bo 12 lat i był mieszanką rutynowych aktów papieskich z coraz głośniejszymi skandalami. Benedykt IX zwoływał synody, nadawał przywileje, spotykał się z cesarzem Konradem II. Ale ulice Rzymu szeptały o jego ekscesach. Prawdopodobnie odrażające czyny przypisywane papieżowi były wyolbrzymiane lub wręcz wykreowane przez wrogie mu stronnictwo Krescencjuszy, zachowanie Benedykta IX jednak ułatwiało jego przeciwnikom akcje propagandowe. Wreszcie lont w Rzymie został podpalony i odpowiednio podburzony tłum w 1044 r. wzniecił powstanie przeciw Benedyktowi IX. Papież uciekł, a na jego miejsce wybrano Sylwestra III – biskupa Sabiny, marionetkę rodu Krescencjuszy.
Cena papieskiej tiary
Tusculanowie nigdy nie oddawali władzy bez walki. W marcu 1045 r. zrobili to, co potrafili najlepiej – bracia i stronnicy Benedykta IX wrócili do Rzymu z sakwami pełnymi złota i mieczami w dłoniach. Sylwester III został wypędzony z Lateranu, a Benedykt IX zasiadł na tronie po raz drugi. Pontyfikat ten trwał zaledwie kilka tygodni. W maju 1045 r. papież zrobił coś niesłychanego nawet jak na standardy XI wieku – sprzedał papiestwo. Za bajońską sumę zrzekł się urzędu na rzecz swojego ojca chrzestnego, pobożnego archiprezbitera Jana Gracjana. Ten przyjął imię Grzegorz VI. Nowy papież dążył do przeprowadzenia reform w Kościele w duchu kluniackim. Miał poparcie opata Cluny, mnicha Hildebranda i Piotra Damianiego, nie uchroniło go to jednak przed nadciągającym losem.
Rok trzech papieży
Refleksja nastąpiła bardzo szybko i Benedykt IX postanowił odzyskać sprzedany urząd. Jakby tego było mało, o tron upomniał się również Sylwester III. W Rzymie powstał więc chaos, jakiego to miasto od dawna nie widziało. Król niemiecki Henryk III (późniejszy cesarz) musiał interweniować osobiście. Na synodzie w Sutri w grudniu 1046 r. doprowadził do pozbawienia wszystkich trzech papieży godności biskupa Rzymu, a na nowego następcę św. Piotra wyznaczył niemieckiego biskupa Suidgera von Morslebena, który przyjął imię Klemens II. Te decyzje pokornie zaakceptowali Sylwester III i Grzegorz VI, ale nie Benedykt IX. Przyczaił się on w rodzinnych włościach i wypatrywał dogodnej okazji, a ta nadarzyła się już rok później.
W październiku 1047 r. zmarł Klemens II. Na wieść o śmierci Ojca Świętego Benedykt IX pośpiesznie wrócił do Rzymu, obejmując po raz trzeci Tron Piotrowy, w czym wsparł go Bonifacy z Toskanii, najpotężniejszy z książąt północnej Italii. Takiej samowoli nie miał zamiaru tolerować Henryk III, który przy wyborze Klemensa II zagwarantował sobie prawo do ingerencji w papieskie elekcje. Cesarz zagroził Bonifacemu zbrojną interwencją, jeśli nie usunie z urzędu Benedykta IX. Widmo wkroczenia do Italii wojsk niemieckich wystarczyło, by niedawny sojusznik potrójnego papieża stał się posłusznym wykonawcą woli cesarza. Książę wypędził z Rzymu Benedykta IX, tym razem na zawsze. Były papież wycofał się do Grottaferrata, do rodzinnego opactwa. Tam, jak głosi tradycja klasztorna, żałował za grzechy młodości i zmarł ok. 1055 lub 1056 r. jako pokutnik.
Zwykle tak bywa, że największa rewolucja zaczyna się nie od zwycięstwa, lecz od najgłębszego upadku. Potrójny pontyfikat Benedykta IX był tym upadkiem, po którym nastąpiły długo wyczekiwane reformy i uszczelnienie zasad wyboru papieża, a zapoczątkował je kolejny papież (nie licząc Damazego II, który zmarł po 23 dniach od elekcji i nie zdążył nawet przybyć do Rzymu) – Leon IX, który przeszedł do historii jako święty.
