W dziejach papiestwa było wielu wspaniałych ludzi, reformatorów, pobożnych mężów i świętych papieży, ale tych, których historia ocenia niejednoznacznie, też nie brakowało.
W pierwszej połowie XI wieku Rzym w niczym nie przypominał spokojnej stolicy chrześcijaństwa. Miasto Apostołów, cesarzy i starożytnych ruin żyło wówczas między pamięcią o dawnej wielkości a upadkiem. Od dziesięcioleci było areną brutalnej rywalizacji możnych rodzin, w której prym wiedli hrabiowie Tusculum i ród Krescencjuszy. Oba te rody traktowały papiestwo jako narzędzie władzy. Bez pardonu wpływały na wybór papieży, obsadzając Tron Piotrowy swoimi krewnymi. Ta sytuacja rodziła zjawiska, które późniejsi reformatorzy uznali za skandaliczne. Symonia kwitła, bo stanowiska kościelne miały wartość polityczną i finansową. Celibat bywał lekceważony, bo duchowieństwo żyło w społeczeństwie, gdzie więzi rodzinne były fundamentem porządku. Tron Piotrowy traktowany był jak rodzinne dziedzictwo. Najboleśniejszym symbolem tego chaosu stał się nie mechanizm, który pozwalał możnym wpływać na wybór papieży, lecz człowiek: Benedykt IX – jedyny papież, który urząd ten sprawował trzykrotnie. Jego pontyfikat, choć powszechnie krytykowany, stał się jednak zaczynem czegoś dobrego – to z niego zrodziła się konieczność odnowy, która przyniosła reformę i nową jakość w średniowiecznym Kościele.
Papieska gra o tron
Pełna treść tego artykułu
w wersji drukowanej (zamów telefonicznie 34 369 43 51 lub mailowo kolportaz@niedziela.pl)
lub zamów e-wydanie.
