Puls historii

Święci władcy

Grzegorz Gadacz
Publicysta

Wydawałoby się, że nie ma nic dalszego od świętości niż władza. A jednak, w historii Kościoła pośród wielu tysięcy świętych i błogosławionych znalazło się także miejsce dla kilkudziesięciu udzielnych książąt i królów.

Być skutecznym władcą oznacza często, w potocznym przynajmniej mniemaniu, konieczność podejmowania decyzji, z którymi kłóci się chrześcijański kodeks moralny. Bo przecież trzeba prowadzić wojny, eliminować przeciwników politycznych, czasem nawet z własnej rodziny. W początkach chrześcijaństwa nikomu nie przyszłoby do głowy, żeby władcę ogłosić świętym. Zostawali nimi prawie wyłącznie męczennicy, w dodatku uświęcani z woli ludu, który spontanicznie oddawał im cześć i pielgrzymował do ich grobów. Uważano, że męczeństwo dla Chrystusa zmazuje wcześniejsze przewinienia i zapewnia natychmiastowe przyjęcie w niebie oraz możliwość czynienia cudów dla tych, którzy o to poproszą.

We wczesnym średniowieczu zaczęto cenić także ascezę i życie pustelnicze, co ograniczało siłą rzeczy krąg ewentualnych świętych do duchownych, przede wszystkim mnichów. Do pożądanych cech świętego stopniowo doszły także: pobożne i etyczne życie, miłosierdzie i hojność. Tych cech można było już u niektórych władców się dopatrzyć.

Zygmunt był pierwszy

Nie licząc kilku świętych cesarzowych bizantyjskich, które sprawowały przez jakiś czas realną władzę (Pulcheria, Irena, Teodora), pierwszym monarchą, który został ogłoszony świętym, był Zygmunt – król Burgundów żyjący w latach 472 – 524. Na osobisty rozkaz króla i w jego obecności uduszono jego pierworodnego syna, niesłusznie oskarżonego o zdradę. Żałując tej decyzji, Zygmunt wyruszył na pielgrzymkę do Klasztoru św. Maurycego w Agaunum, który sam ufundował. Tam spędził wiele miesięcy w charakterze mnicha, poszcząc i modląc się. Przerwał pokutę, by odeprzeć najeźdźców, ale przegrał i wraz z rodziną został uśmiercony przez wrzucenie do studni w wiosce Saint-Peravy-la-Colombe pod Orleanem. Miejscowa ludność zaczęła tam pielgrzymować – woda ze studni zyskała sławę jako środek leczący gorączkę. Kilkanaście lat później szczątki rodziny królewskiej wydobyto i przeniesiono uroczyście do Agaunum. Była to jedna z pierwszych translacji, których dokonano w Galii, i uważano ją za oficjalną proklamację świętości króla.

Kult św. Zygmunta rozprzestrzenił się z czasem na całą Europę i był popularny szczególnie w XIV i XV wieku. Część jego czaszki została przywieziona w XII wieku do Płocka. Umieszczono ją w kosztownym relikwiarzu w postaci popiersia, zamówionego przez króla Kazimierza Wielkiego. O wielkiej czci, którą otaczany był Zygmunt w Polsce, świadczy choćby fakt, że aż trzech polskich władców nosiło jego imię. W samej Francji jest raczej zapomniany i żyje głównie w lokalnych anegdotach, choćby tej, że kobiety z osady Coulemelle, których przodkinie miały jakoby pomagać oprawcom wrzucić Zygmunta do studni, nigdy nie będą ani dobre, ani piękne.

Królowie – męczennicy za wiarę

Za męczenników zostali uznani także żyjący w VII wieku ostatni królowie Austrazji (dzisiejsza wschodnia Francja): Sigebert III i jego syn Dagobert II. Zajmowali się oni głównie zakładaniem nowych opactw, klasztorów i szpitali, władzę i intrygi dworskie zostawiając majordomusom, czyli swoim urzędnikom.

Prawdziwy wysyp władcówmęczenników miał miejsce w Wielkiej Brytanii. Duża jej część przez kilka stuleci była pod wpływem rzymskim i wspólnoty kościelne był tam już dobrze zorganizowane. Ale najazdy pogańskich Anglów, Sasów i Jutów po upadku Cesarstwa Zachodniorzymskiego zniszczyły wszystko, włącznie z religią chrześcijańską. Wyspa została podzielona na wiele zaciekle zwalczających się królestw. Ich przywódcy z biegiem czasu zaczęli się cywilizować i przyjmować chrześcijaństwo, niektórzy bardzo gorliwie, z męczeństwem włącznie. Wymienić tu należy przede wszystkim władców z VII wieku: Konstantyna Kornwalijskiego; Edwina, którego małżeństwo z Etelburgą dało początek przywróceniu chrześcijaństwa w Królestwie Anglii; Oswalda z Nortumbrii; Oswina, króla Deiry; Sigeberta i Etelberta z Królestwa Anglii Wschodniej; a także Wigstana, króla Mercji w IX wieku. Najazdy Wikingów, pustoszące wschodnie wybrzeża Anglii, pociągnęły za sobą m.in. śmierć króla Edmunda Męczennika w 869 r., który miał zginąć od duńskich strzał, kiedy odmówił wyparcia się wiary. Świętego Edwarda Męczennika, według kronik: „mężczyznę o wielkiej pobożności i wspaniałym zachowaniu, prowadzącego prawowierne, dobre i święte życie”, zamordowała natomiast w 978 r. własna rodzina. Uznanie ich wszystkich za świętych było o tyle proste, że aż do końca XII wieku kanonizacja przeprowadzana w formie przeniesienia ciała z miejsca pierwotnego pochówku do osobnej kaplicy lub kościoła była w gestii lokalnych biskupów.

Królowie wyznawcy

Nie zawsze trzeba było umrzeć męczeńską śmiercią, by zostać świętym. Czasem wystarczyło szczególnie nabożne i świątobliwe życie.

Guntram I, król Franków z dynastii Merowingów, żyjący w VI wieku, dbał o ubogich do tego stopnia, że gdy tylko miał jakieś dodatkowe dochody, natychmiast rozdzielał je między najbardziej potrzebujących. Poza tym zwracał Kościołom zrabowane dobra, a w trakcie nawiedzającej kraj zarazy zarządzał przebłagalne modły i posty. A że panował ponad 30 lat, zapamiętano go jako „Dobrego króla Guntrama”.

Sebba, król Esseksu z VII wieku, walnie przyczynił się do chrystianizacji swojego królestwa, a na krótko przed śmiercią abdykował i schronił się w klasztorze. Podobnie postąpił Ine z Wesseksu, który w 726 r. zrzekł się władzy i, według Bedy Czcigodnego, pozostawił swoje królestwo „młodszym ludziom”, aby udać się z żoną Ethelburgą do Rzymu. Dziesięć lat później abdykował Ceolwulf, władca królestwa Nortumbrii, by wstąpić do klasztoru benedyktynów. Najbardziej znanym z nich był Edward Wyznawca, XI-wieczny król Anglii, który zamiast rządzić, wolał poświęcić się modlitwie. W dodatku, mimo że był żonaty, żył w celibacie i nie zostawił następcy tronu, przez co doprowadził do wojny domowej w swoim królestwie. Mimo tego od XIV wieku św. Edward jest jednym z głównych patronów angielskich królów, a także opiekunem złych małżeństw i rozdzielonych małżonków.

Do tej samej kategorii władców można zaliczyć króla niemieckiego i cesarza Henryka II (973 – 1024), który znany jest w polskiej historiografii jako główny antagonista Bolesława Chrobrego i przeciwnik jego królewskiej koronacji. Niektórzy kronikarze zarzucali mu, że w walce z Bolesławem wchodzi w sojusze z pogańskimi plemionami, inni – że zbyt mocno pragnie zarządzać Kościołem i wpływać na jego decyzje. Papież Innocenty III docenił jednak istniejący już w Niemczech kult cesarza i jego żony Kunegundy oraz cuda, które miały mieć miejsce za jego przyczyną, i kanonizował go w 1146 r.

Władcy, którzy szerzyli chrześcijaństwo

Wydawałoby się, że działalność chrystianizacyjna zapewnia władcy z automatu zaliczenie do grona świętych. Okazuje się jednak, że nie zawsze. Świętym nie został np. Chlodwig, który przyjął chrzest jako król Franków (to jego żona Klotylda została świętą); podobnie było z królem wizygockim Rekkaredem, księciem węgierskim Gezą czy w końcu z polskim księciem Mieszkiem I i jego synem Bolesławem Chrobrym.

Więcej szczęścia pod tym względem mieli władcy skandynawscy. Olaf II Haraldsson (995 – 1030) to król, który zjednoczył Norwegię, niezwykle surowy we wprowadzaniu nowej religii. Po śmierci został przez lud uznany za męczennika i świętego patrona kraju; podobnie Kanut IV, król Danii (1043-86). Poprzez Danię przyjęła chrzest także Szwecja w 1008 r., ale dopiero jej władca Eryk IX (1120-60) został świętym, głównie za nieudaną próbę chrystianizacji Finlandii.

W Czechach, niemal natychmiast po męczeńskiej śmierci w 935 r., otoczony kultem i czcią został książę Wacław, który chrzest przyjął z inspiracji swojej babki – św. Ludmiły. Na Węgrzech świętym został Stefan I – pierwszy węgierski władca koronowany na króla, właściwy twórca państwa, według tradycji wychowany i ochrzczony przez św. Wojciecha. Jeden z jego następców – Władysław I również dostąpił tego splendoru.

Z polskich władców najbliżej kanonizacji był książę śląski Henryk I Brodaty, dobrodziej cystersów, joannitów, templariuszy i krzyżaków, mąż św. Jadwigi Śląskiej, ślubujący z nią po spłodzeniu potomka abstynencję seksualną do końca życia. Nie tylko jednak nie doczekał się należnego kultu, lecz nawet zmarł pod klątwą kościelną. Jego syn musiał długo zabiegać, żeby pochować ojca w poświęconej ziemi. Za świętego nie został uznany także niezwykle pobożny książę krakowski Bolesław V Wstydliwy, który wstrzemięźliwość seksualną zadeklarował już w czasie ślubu. Jedynie władająca Polską jako król Jadwiga Andegaweńska (1373-99), która najbardziej chyba zasłużyła sobie na ten zaszczyt, została kanonizowana, choć dopiero po niemal 600 latach od śmierci.

Ostatnim ze średniowiecznych władców wyniesionych na ołtarze (poza Ferdynandem III Kastylijskim) był król francuski Ludwik IX (1214-70), organizator i uczestnik wypraw krzyżowych. Ze wszystkich wspomnianych władców był chyba najbliższym ideału bycia „królem świętym”. Bardzo religijny, prowadził ascetyczne życie, a szczególną troską objął zakony żebracze jako ich patron. Głównym jego celem było odbicie Ziemi Świętej z rąk muzułmanów i jej ochrona przed islamem. Zmarł w trakcie VI wyprawy krzyżowej w Tunisie w 1270 r. – wcześniej sprowadził do Francji relikwie Korony Cierniowej Chrystusa oraz Jego Krzyża i umieścił je w specjalnie wybudowanej świątyni Sainte-Chapelle w Paryżu. Na pewno na zaszczyt bycia świętym nie zasłużył zmarły w 814 r., a beatyfikowany dopiero w XIV wieku Karol Wielki, który „chrystianizował” Saksonię za pomocą miecza i ognia, i Leopold III, margrabia austriacki (1073 – 1136), kanonizowany pięć wieków po śmierci w wyniku wytężonych starań Habsburgów, żeby mieć świętego w rodzinie.

W XX wieku inny Habsburg – cesarz Austro-Węgier Karol I, tym razem zasłużenie, został błogosławionym. Gdy objął tron w listopadzie 1916 r., szukał sposobu zakończenia I wojny światowej, jego wszystkie propozycje pokojowe zostały jednak odrzucone. Starał się więc ograniczyć skutki wojny, protestował przeciw bombardowaniom, nie zgodził się na użycie gazów bojowych. A przy tym był niezwykle pobożny – codziennie odmawiał Różaniec i zmarł na wygnaniu w 1922 r. z imieniem Jezusa na ustach. Beatyfikował go w 2004 r. Jan Paweł II.

Czasy udzielnych monarchów minęły. Dziś narodami kierują rządy, prezydenci, politycy. Czy któryś z nich zostanie świętym? Kilku już na to czeka (Alcide De Gasperi, Robert Schuman, Giorgio La Pira). Czas pokaże!

Niedziela. Magazyn 13/2026

Dystrybucja

W wersji drukowanej
15 zł

koszt przesyłki zwykłej: 7 zł
koszt przesyłki za pobraniem: 15 zł

W parafiach
Telefonicznie: 34 369 43 51
Mailowo: kolportaz@niedziela.pl

Zamów prenumeratę

W wersji elektronicznej
12 zł

Zamów e-wydanie

Archiwum