W ostatnich latach obserwuje się wzrost zainteresowania historią. Nie jest oczywiście tak, że interesują się nią wszyscy, ale rośnie liczba osób, które interesują się historią w sposób wyjątkowy, a także tylko okazjonalny – w każdym razie nie jest ona dla nich obojętna.
Zjawisko to ma złożony charakter, ale jedną z jego najważniejszych przyczyn jest – paradoksalnie – potrzeba zrozumienia współczesności. Niejednokrotnie – a może zawsze – żeby zrozumieć teraźniejszość, w tym polityczną, konieczne staje się odniesienie do historii. Historia się nie skończyła. Jest nadal duchem ożywczym, a słowa Cycerona, że jest nauczycielką życia, na naszych oczach nabierają nowej witalności. Prawdopodobnie dlatego, że wielu uwierzyło utopii o końcu historii, to ona, w swej ciemnej stronie, się powtarza. Po prostu nie odrobiliśmy lekcji. Możemy jedynie mieć nadzieję, że będzie okazja do poprawki.
Historię człowieka na ziemi liczymy w milionach lat. Pierwsi ludzie pojawili się na terenach dzisiejszej Afryki. Oczywiście, nie znamy ich aktów urodzenia, nie mamy z tamtego czasu żadnych przekazów. Nie tylko z racji odległych czasów, ale przede wszystkim z tego powodu, że ludzie – od stosunkowo niedawna, biorąc pod uwagę całą historię człowieka – potrafią pisać i czytać. Z mojego jedynego pobytu w Afryce pamiętam m.in. zachwyt, gdy powiedziałem, że parafia, w której akurat wtedy pracowałem, ma 700-letnią historię, o której można opowiadać. W oczach moich rozmówców widać było zazdrość. Zazdrość posiadania przeze mnie skarbu, którego oni nie mieli.
Historia to skarb. Głównie dlatego, że pozwala odkrywać własną tożsamość. W każdym czasie i w każdym wieku jest jej nośnikiem. Jest ona w niej ukryta. Bez tożsamości zaś nie da się spokojnie żyć. Nie da się też spokojnie umrzeć. Kiedy ta myśl przychodzi mi do głowy, odżywa inne wspomnienie sprzed mniej więcej 20 lat. Jest listopadowe zimne, dżdżyste popołudnie. Chmury stają się coraz ciemniejsze. Nadchodzi szybki zmrok. Pogoda taka, że „psa na dwór żal wygonić”. Do kancelarii parafialnej przychodzi starszy, 80-letni mężczyzna. Przyjechał pociągiem z miasta odległego o kilkaset kilometrów. Po co tułał się przez pół Polski? Tylko po to, żeby zajrzeć do swojego aktu chrztu, aby poznać prawdę o sobie, o swojej tożsamości. Pewnie myślał, że może już nie zdążyć...
