Prostowanie historii

Rewolucjonista w koloratce

Ireneusz Korpyś
Historyk, publicysta

Wincenty Witos w sutannie, bolszewicki agitator podkładający w polskiej wsi rewolucyjny ogień czy kapłan „z problemami” – kim tak naprawdę był ks. Eugeniusz Okoń?

W poselskich ławach sejmowych II Rzeczypospolitej nie brakowało duchownych. Reprezentowali oni różne opcje polityczne – zasiadali tam jako konserwatyści, liberałowie, a nawet socjaliści i lewicowi ludowcy o poglądach, które w zdumienie mogłyby wprawić niejednego profesora katolickiej nauki społecznej. Do tych ostatnich należał ks. Eugeniusz Okoń. Pośród posłów w sutannach to on rozbudzał największe emocje. Czy słusznie?

Pierwsza sensacja

W świat wielkiej polityki ks. Okoń został wprowadzony przypadkowo, zaraz po święceniach kapłańskich, które przyjął w 1906 r. Młody duchowny pracował wówczas w parafii Rudka w pobliżu Sambora. Wyróżniał się zaangażowaniem w wykonywanie powierzonych sobie obowiązków i społeczną wrażliwością, co nie uszło uwadze hr. Aleksandra Skarbka, właściciela majątku Rudka, ważnego polityka związanego z endecją. Hrabia Skarbek polecił ks. Okonia czołowym przedstawicielom endecji. Pod ich wpływem młody kapłan stał się gorliwym propagatorem idei narodowo-demokratycznej wśród miejscowej ludności. Żył blisko swoich parafian, rozmawiał z nimi o problemach, które ich trapiły. Kazania i przemówienia wygłaszał z porywającą pasją – mówił o sprawiedliwości i chłopskiej krzywdzie, co zaskarbiało mu jeszcze większą sympatię wśród często przymierających głodem mieszkańców galicyjskiej wsi, spotykało się jednak z dezaprobatą ze strony proboszczów, którzy podejmowali działania, by pozbyć się niewygodnego wikariusza. Wielokrotnie był przenoszony z parafii na parafię, co jednak nie podobało się samym wiernym. Za lubianym księdzem wstawiali się choćby parafianie ze Świlczy k. Rzeszowa, gdzie w 1911 r. ks. Okoń sprawował obowiązki wikariusza. Ani protesty wiernych jednak, ani pismo wysłane do kurii w Przemyślu nie były w stanie zmienić decyzji o przeniesieniu ks. Okonia do Majdanu Kolbuszowskiego. Parafianie ze Świlczy hucznie pożegnali więc ks. Okonia – korowód wiernych z udziałem chłopskiej banderii, złożonej z kilkudziesięciu koni i orkiestry, odprowadził młodego kapłana na dworzec kolejowy, co wywołało sensację i przyciągnęło uwagę fotografów i dziennikarzy z ilustrowanych dzienników w Galicji.

Dziki poseł

Pełna treść tego artykułu w wersji drukowanej (zamów telefonicznie 34 369 43 51 lub mailowo kolportaz@niedziela.pl)
lub zamów e-wydanie.

Niedziela. Magazyn 11/2025

Dystrybucja

W wersji drukowanej
15 zł

koszt przesyłki zwykłej: 7 zł
koszt przesyłki za pobraniem: 15 zł

W parafiach
Telefonicznie: 34 369 43 51
Mailowo: kolportaz@niedziela.pl

Prenumerata roczna: 60 zł (przesyłka gratis)

W wersji elektronicznej
12 zł

Zamów e-wydanie

Archiwum