Kościół i jego przedstawiciele byli bohaterami wielu legend i mitów, także w Polsce. Również tych najważniejszych, dotyczących początków panujących dynastii i państw.
Znana wszystkim historykom zasada mówi, że fakt historyczny można uznać za prawdziwy i bezsporny wtedy, gdy potwierdzają go trzy niezależne od siebie źródła. W praktyce zdarza się to niezmiernie rzadko, nawet w czasach współczesnych, a cóż dopiero, kiedy badamy początki naszej państwowości. Źródeł pisanych pozostało z tamtych czasów niewiele. Były zresztą tworzone nie z myślą o przekazaniu prawdy dziejowej, ale dla chwały panujących. Kronikarze chętnie uzupełniali skąpe źródła własną inwencją i wyobraźnią. Historię jako naukę badającą związki przyczynowo-skutkowe ludzkich spraw uważano wówczas za bezsensowną. W opinii mieszkańców średniowiecznej Europy ludzkość nie szła naprzód, ale z każdym mijającym rokiem oddalała się coraz bardziej od pierwotnego stanu łaski.
Jak się w tym odnaleźć z dzisiejszym pragmatyzmem i dążeniem do ustalenia bezspornych faktów? Popularne powiedzenie mówi, że w każdej bajce jest ziarno prawdy. Posługując się tą metaforą, można stwierdzić, że tego ziarna więcej niż w baśniach jest w legendach i mitach. Rolą historyka, szczególnie zajmującego się średniowieczem, jest to ziarno wyłuskać i zinterpretować.
Pierwszy mit początku
W historiografii wielu narodów europejskich ich mityczny początek wiąże się w jakiś sposób z chrześcijaństwem. Najbardziej jaskrawym tego przykładem jest cykl angielskich opowieści o królu Arturze i rycerzach Okrągłego Stołu z motywem odszukania Świętego Graala – obdarzonego wielką mocą kielicha, którym posłużył się Jezus Chrystus w czasie Ostatniej Wieczerzy.
Wśród wielu legendarnych opowieści o początkach Polski wyróżnia się legenda o Piaście oraczu, powtarzana w wielu kronikach od Galla Anonima począwszy. Pisze on, że dwóch nieznajomych przyjął do swego domu zwykły oracz Piast: „Goście tedy każą spokojnie Piastowi nalewać piwo, bo dobrze wiedzieli, że przez picie nie ubędzie go, lecz przybędzie. I tak ciągle miało przybywać piwa, aż napełniono nim wszystkie wypożyczone naczynia (...). Polecają też zabić wspomnianego prosiaka, którego mięsem – rzecz nie do wiary – napełnić miano dziesięć naczyń, zwanych po słowiańsku «cebry». (...) Goście owi postrzygli chłopca i nadali mu imię Siemowita na wróżbę przyszłych losów”. Jaki był dalszy ciąg wydarzeń, wszyscy wiemy – zły książę Popiel został pokonany przez myszy, a władzę w kraju objął potomek szanowanego przez wszystkich Piasta.
Gall, pisząc swoją kronikę na początku XII wieku, upatrywał w objęciu tronu przez ubogiego oracza właściwy początek Polski. Podobny rodowód rządzącej dynastii, świadczący pozytywnie o naturze władców, występował także w kilku innych krajach Europy. Na przykład w sąsiednich Czechach – według kroniki Kosmasa, początek dynastii Przemyślidów wiąże się z poślubieniem przez oracza Przemysła pogańskiej wieszczki Luboszy.
Zasadnicza różnica między oboma podaniami jest taka, że na miejsce misterium pogańskiego wkracza u Galla misterium chrześcijańskie. Wizyta niezwykłych przybyszów kojarzy się przecież z momentem, kiedy do Abrahama odpoczywającego pod dębami Mamre przybywa sam Bóg pod postacią trzech mężczyzn (por. Rdz 18, 1-10). Piast wyróżnia swoich gości prośbą o dokonanie postrzyżyn syna, co może być odczytywane jako zapowiedź przyszłego przyjęcia nowej wiary. Cudowne rozmnożenie jedzenia natomiast jest nie tylko nawiązaniem do Nowego Testamentu (por. np. J 6, 1-15), lecz także wyraźnym wskazaniem Piasta jako tego, który potrafi wypełnić podstawowy obowiązek władcy – nakarmić swój lud. Późniejsze teksty wyraźnie już wskazują na religijne odniesienia tej legendy, np. w Kronice Dzierzwy z początku XIV wieku tajemniczy goście Piasta mieli być aniołami bądź świętymi Janem i Pawłem. Piast też awansował z oracza na kołodzieja stojącego wyżej w hierarchii społecznej.
Św. Wojciech – filar polskiej państwowości
Dopełnieniem legendy o początkach dynastii Piastów jest chrzest księcia Mieszka I i jego dworu. Dopiero jego następca – Bolesław Chrobry, według Galla monarcha doskonały, tak naprawdę rozpoczyna właściwą chrystianizację kraju. A przede wszystkim pomaga w ewangelizacji pogan św. Wojciechowi – jednej z najbardziej znanych i podziwianych postaci swojej epoki, przyjacielowi młodego cesarza Ottona III i papieża Sylwestra II: „(...) przyjął go z wielkim uszanowaniem i wiernie wypełniał jego pouczenia i zarządzenia. Święty zaś męczennik, płonąc ogniem miłości i pragnieniem głoszenia wiary, skoro spostrzegł, że już nieco rozkrzewiła się w Polsce wiara i wzrósł Kościół święty, bez trwogi udał się do Prus i tam męczeństwem dopełnił swego zawodu. Później zaś ciało jego Bolesław wykupił na wagę złota od owych Prusów i umieścił z należytą czcią w siedzibie metropolitalnej w Gnieźnie”.
Opisy życia i śmierci świętego pojawiły się już wkrótce po jego śmierci, częściowo na podstawie relacji jego towarzyszy Radzima i Boguszy – więcej więc może w nich być prawdy niż w późniejszych opisach. Znaczenie św. Wojciecha dla polskiej historii opiera się jednak głównie na szansie, która pojawiła się z jego śmiercią i której Bolesław Chrobry nie zaprzepaścił. Sam fakt wysłania Wojciecha na misję świadczył o potędze polskiego władcy, bo był to do tej pory przywilej samego cesarza. A wykupienie ciała męczennika i cała legenda z tym związana doprowadziły do jego rychłej kanonizacji i erygowania przy grobie nowego świętego metropolii w Gnieźnie. Utworzenie samodzielnej struktury kościelnej, ku oburzeniu niemieckich biskupów, która przetrwała przez stulecia, stanowiło podwaliny polskiej państwowości. Popularność świętego patrona Polski zaowocowała zresztą dużym napływem ideowych kapłanów do naszego kraju i nowymi męczennikami, jak Pięciu Braci Polskich, św. Brunon, św. Andrzej Świerad, Benedykt i wielu innych. Śmierć św. Wojciecha i wszystkie prawdziwe i legendarne wydarzenia z nią związane śmiało mogą być nazwane drugim polskim początkiem.
Św. Stanisław – patron polskiej jedności
Legenda Chrobrego i Wojciecha – idealnego władcy i świętego biskupa – określała wizję złotego wieku w dziejach Polski i zawierała wzór oraz program dla teraźniejszości. Jego przeciwieństwem była sprawa św. Stanisława, jednego z pierwszych biskupów krakowskich. Gall Anonim o konflikcie hierarchy z Bolesławem Śmiałym wypowiada się powściągliwie: „Jak zaś doszło do wypędzenia króla Bolesława z Polski, długo byłoby o tym mówić; tyle wszakże można powiedzieć, że sam będąc pomazańcem nie powinien był pomazańca za żaden grzech karać cieleśnie (...). My zaś ani nie usprawiedliwiamy biskupa-zdrajcy, ani nie zalecamy króla, który tak szpetnie dochodził swych praw”. Mistrz Wincenty, pisząc swoją Kronikę kilkadziesiąt lat później, nie ma już takich skrupułów i wyraźnie wskazuje na króla winowajcę: „Rozkazuje więc przy ołtarzu, pośród infuł, nie okazując uszanowania ani dla stanu, ani dla miejsca, ani dla chwili — porwać biskupa! Ilekroć okrutni służalcy próbują rzucić się na niego, tylekroć skruszeni, tylekroć na ziemię powaleni łagodnieją. Wszak tyran, lżąc ich z wielkim oburzeniem, sam podnosi świętokradzkie ręce (...) biskupa niewinnego najokrutniejszy świętokradca rozszarpuje, poszczególne członki na najdrobniejsze cząstki rozsiekuje”. Kadłubek następnie opisuje, jak cztery orły strzegły szczątków świętego przed zbezczeszczeniem, a cudownie zrośnięte ciało trafiło ostatecznie do kościoła św. Michała Archanioła. Otoczone prawie od początku kultem, który jednak dość mocno przygasł, skoro dopiero w 1253 r. biskup męczennik został kanonizowany.
Kadłubek, piszący swą Kronikę pół wieku wcześniej, przyczynił się do tego niewątpliwie. Chcąc wydobyć z zapomnienia rodzimą tradycję świętości, prawdopodobnie posłużył się motywami ze śmierci angielskiego biskupa Tomasza Becketa. który zginął w podobnych do św. Stanisława okolicznościach w 1170 r. Wzbogacił je i rozwinął w połowie XIII wieku Wincenty z Kielczy. To on podkreślał w Żywocie św. Stanisława, że śmierć biskupa krakowskiego stała się symbolem niezłomnej postawy wobec tyranii i walki o moralny porządek. Wyrazem tego miała być kara dla Polaków w postaci rozbicia dzielnicowego i przyszłe zjednoczenie kraju na wzór zrośnięcia się ciała świętego. A kiedy to się w końcu stało, legenda św. Stanisława jako patrona Polski stała się powszechna i miała swoje konsekwencje w kolejnych wiekach. Być może dlatego właśnie Polacy w całej swojej historii nie byli w stanie całkowicie zaufać władzy skalanej morderstwem biskupa. I stąd rozwój polskiego parlamentaryzmu – patrzenia stale królowi na ręce; podobnie zresztą jak angielskiego, który kilkadziesiąt lat po śmierci Becketa zaowocował Magna Carta Libertatum. Taki stosunek do władzy – dawanie narodowi pierwszego miejsca dało w efekcie podstawy do przetrwania najgorszych momentów polskich dziejów. Grób św. Stanisława na Wawelu przez wieki był traktowany jako ara patriae, ołtarz ojczyzny, a każdy kolejny polski król przed koronacją musiał udać się na Skałkę w specjalnej pielgrzymce i odpokutować za zbrodnię Bolesława Śmiałego. Ludowa legenda, znana od prawie tysiąca lat, mówi też o tym, że od morderstwa św. Stanisława żaden król o tym imieniu nie utrzyma się na tronie i nie zostanie pochowany na Wawelu. Pewnie dlatego żaden władca z dynastii Piastów, Jagiellonów i Wazów, na wszelki wypadek, nie dał dziecku na chrzcie imienia Stanisław. A dwaj nasi królowie o tym imieniu: Stanisław Leszczyński i Stanisław August Poniatowski rzeczywiście musieli abdykować i źle skończyli. Świętego Stanisława przestraszyli się nawet komuniści. Gdy w 1979 r. Jan Paweł II pielgrzymował pierwszy raz do ojczyzny – jednym z pretekstów było 900-lecie męczeńskiej śmierci biskupa – władze zrobiły wszystko, żeby przesunąć termin przybycia Ojca Świętego, próbowały nie dopuścić do niechcianych skojarzeń, co zresztą i tak im się nie udało.
Klątwa ponoć rozciąga się również na biskupów krakowskich. Kiedy o to stanowisko starał się biskup płocki Stanisław Łubieński, miał usłyszeć od króla Zygmunta III Wazy: „Po świętym Stanisławie żaden Stanisław na katedrze krakowskiej zasiąść nie może”. Na początku XVIII wieku biskupem krakowskim mianowano Stanisława Dąbskiego – ale nie zdążył on objąć kanonicznie nowego biskupstwa, gdyż wcześniej zmarł. Jedynym więc krakowskim biskupem, którego ta domniemana klątwa nie objęła, jest kard. Stanisław Dziwisz, w latach 2005-2016 arcybiskup metropolita krakowski.
Legendę świętego biskupa krakowskiego Stanisława, jako świętego jednoczącego Polaków, zaliczyć można bezsprzecznie do polskich legend początku, w dodatku jako legendę oddziałującą przez cały okres istnienia Polski. Potrzebna jest ona także dziś, kiedy podziały są tak głębokie, że zdawałoby się nie do pokonania.
