Dramaty w dziejach

Mit „oddolnej” reformacji

Prof. Grzegorz Kucharczyk
Historyk, Instytut Historii im. Tadeusza Manteuffla PAN

Wokół reformacji protestanckiej narosło wiele stereotypowych opinii, które w zdecydowanej większości przypadków służą zaakcentowaniu jej pozytywów.

Jedną ze stereotypowych opinii towarzyszących ocenom „wielkiej rewolucji religijnej” – jak reformację nazywał bł. Stefan Wyszyński, prymas Polski – jest twierdzenie, że była ona ruchem oddolnym, wywołanym przez tzw. zwykłych wiernych gremialnie domagających się nieskrępowanego dostępu do Pisma Świętego i zgorszonych zepsuciem moralnym Kościoła rzymskiego in capita et in membra. Było jednak wręcz odwrotnie. Twórcy reformacji protestanckiej nie odnieśliby sukcesu, ba, nie przetrwaliby, gdyby nie wsparcie z góry, ze strony władców świeckich. Marcin Luter i jego naśladowcy mieli tego świadomość i swoją „prawdziwą Ewangelię” tak interpretowali, by to wspierający ich władcy, a nie lud, byli szczególnie dowartościowani. To nie lud przede wszystkim skorzystał na wybuchu protestanckiej rewolucji religijnej, ale władcy.

Stereotypy i uproszczenia wokół reformacji

Jak wiadomo, możnym protektorem Marcina Lutra był elektor saski Fryderyk (zwany w tradycji protestanckiej „Mądrym”). To on zapewnił mu na swoim zamku w Wartburgu schronienie po tym jak eksmnicha spotkały sankcje ze strony sejmu Rzeszy i samego cesarza (nakaz uwięzienia będący bezpośrednią konsekwencją papieskiej ekskomuniki). To w Wartburgu Marcin Luter dokonał tłumaczenia Biblii na język niemiecki, arbitralnie usuwając przy tej okazji część z ksiąg, które według niego były „słomiane” (czytaj: zawierały nauki wprost przeczące naukom Lutra).

Najbardziej znanym przykładem ilustrującym tezę o tym, że reformacja była narzucana odgórnie przez władzę państwową, a nie na skutek oddolnego nacisku wiernych oburzonych sytuacją panującą w Kościele, jest to, co działo się w Anglii po 1534 r. Król Henryk VIII ogłosił się wtedy „głową Kościoła w Anglii”, kierując się – mówiąc eufemistycznie – niezbyt wysokimi pobudkami. Chciał po prostu zalegalizować swój cudzołożny związek z jedną z dwórek swojej żony Katarzyny Aragońskiej (chodziło o Annę Boleyn, ściętą potem na rozkaz tego samego króla). A gdy papież odmówił unieważnienia małżeństwa, król postanowił, że sam je sobie unieważni jako „głowa Kościoła w Anglii” (Act of Supremacy z 1534 r.).

Henryk VIII do swojej śmierci uważał siebie za katolika. Publikował dekrety, które karały śmiercią kwestionowanie realnej obecności Chrystusa w sakramencie ołtarza i podważanie wartości celibatu. Historia pokazała jednak, że decyzja króla Anglii z 1534 r. otworzyła tamę, przez którą wlewały się do jego państwa różne nurty reformacji. Podczas panowania jego małoletniego syna Edwarda VI górę wziął kalwinizm, który dokonał wówczas radykalnej rewolucji wymierzonej w katolicką pobożność i kulturę religijną.

Pośrednim dowodem, wymownie jednak świadczącym o tym, że bez wsparcia władzy świeckiej protestantyzm nie miał szans na zapuszczenie korzeni, było to, co działo się w czasie krótkiego panowania katolickiej królowej Marii Tudor (1553-58). W protestanckiej propagandzie przedstawiana była jako „krwawa Maria”, ale jak poświadczają źródła w angielskich parafiach, ludność z entuzjazmem przyjęła jej wstąpienie na tron, wyciągając z ukrycia obrazy, figury i mensy ołtarzowe zakazane w czasie dominacji kalwińskiej. Dopiero długie panowanie protestantki Elżbiety I (1553 – 1605) stworzyło dogodne warunki dla rozwoju protestantyzmu na Wyspach. Jednym z nich było okrutne prześladowanie katolików.

Inny przykład związany jest pośrednio z naszą historią. Powstanie w 1525 r. pierwszego protestanckiego państwa na świecie, czyli Księstwa Pruskiego, które narodziło się z sekularyzacji państwa zakonu krzyżackiego ze stolicą w Królewcu, było wynikiem działań odgórnych, podjętych przez elity polityczne i duchowne coraz bardziej pogrążającego się w kryzysie moralnym na początku XVI wieku państwa zakonnego. Jak zagościł tam protestantyzm? Najpierw była apostazja od wiary katolickiej wielkiego mistrza krzyżackiego Albrechta Hohenzollerna, za nim poszła znakomita większość krzyżackiej elity w Prusach.

Reformacja – ruch skorumpowanych elit

Istniał jeszcze jednak drugi czynnik „odgórny”, który zadecydował o początkach protestantyzmu w państwie krzyżackim. Pasterze tamtejszego Kościoła – biskupi pomezański i sambijski – którzy powołani byli z racji pełnionego urzędu do obrony wiary katolickiej, nie tylko tego nie czynili, ale już przed 1525 r. otwarcie sprzyjali szerzeniu się w diecezjach protestanckiej „prawdziwej Ewangelii”.

Jeśli bowiem należy przypominać o tym, że reformacja szerzona była odgórnie, z inicjatywy i dzięki wsparciu władzy, to chodziło nie tylko o władzę świecką. Nie sposób nie wspomnieć przy tej okazji, że trudną do przecenienia rolę odgrywała w tej kwestii również władza duchowna. Krótko mówiąc, konformizm i tchórzostwo wielu pasterzy Kościoła było najlepszym sojusznikiem dla różnych pożądliwości władzy świeckiej we wspieraniu proponowanej przez twórców reformacji „odnowy” Kościoła. Gdy w 1534 r. król Henryk VIII zażądał od biskupów angielskich złożenia mu przysięgi na wierność jako „głowie Kościoła w Anglii”, tylko jeden z hierarchów odmówił, stając odważnie w obronie wiary Kościoła powszechnego. Był to biskup Rochester – John Fisher, który swoją wierność wierze katolickiej i apostolskiej przypłacił w 1535 r. męczeńską śmiercią. Umierał jako kardynał, a w jego przypadku kardynalska purpura była nie tylko symbolicznym wyrazem gotowości oddania życia za wiarę.

Lud wobec „nieludzkiej zasady”

Reformacja zachwiała delikatną równowagę między władzą świecką i duchowną, którą przez wieki wypracowała łacińska christianitas. Marcin Luter nazywał książęta Rzeszy, którzy wspierali reformację, „biskupami z konieczności” (Notbischöfe) i żyrował wszystkie ich polityczne – i nie tylko polityczne – zachcianki. Zaakceptował bigamiczny związek landgrafa heskiego Filipa, który wyraził poparcie dla jego ruchu. Innych książąt Luter namawiał w pismach tchnących bezwzględnymi sformułowaniami do okrutnej rozprawy z uczestnikami wielkiej wojny chłopskiej w Rzeszy w latach 1524-25.

To w kręgu protestanckim narodziła się zasada cuius regio, eius religio (czyja władza, tego religia). Na sejmie Rzeszy w Augsburgu w 1555 r. protestanckie stany wymogły, aby na jej podstawie konstruować pokój religijny po pierwszej (jak się okazało) fazie wojen religijnych pustoszących kraje niemieckie. Ta nieludzka zasada – jak zgodnie określali ją zarówno św. Jan Paweł II, jak i bł. Stefan Wyszyński – czyniła z władzy świeckiej decydenta w kwestiach nie tylko ustrojowych i administracyjnych, ale także duchowych i moralnych. W tym samym czasie katolicki król Polski Zygmunt August, odrzucając zachęty protestantów, by ogłosił się wzorem Henryka VIII „głową Kościoła w Polsce”, powiedział: „Nie będę królem waszych sumień”.

Historia epoki nowożytnej nie zna przykładów zaprowadzania reformacji jako ruchu oddolnego. Zna natomiast szereg przykładów powstań ludowych przeciw narzucanym odgórnie religijnym „nowinkom”. O „wiarę ojców” upominali się uczestnicy rozpoczętego w 1536 r. powstania chłopskiego w północnej Anglii („Pielgrzymka Łaski”), ci, którzy brali udział w wielkim ludowym powstaniu w zachodniej Anglii w 1549 r. (Western Rebellion) czy chłopi w szwedzkiej Smalandii, którzy w 1542 r. masowo chwycili za broń, by m.in. upomnieć się o katolicką Mszę św., którą im odebrano na rozkaz króla Gustawa Wazy, przemocą narzucającego swojemu państwu luteranizm. Za każdym razem te ludowe zrywy były krwawo tłumione przez władzę państwową, która dzięki reformacji zyskiwała dodatkowy prestiż („biskupi z konieczności”) i bogactwo materialne (konfiskata majątków kościelnych).

Niedziela. Magazyn 10/2025

Dystrybucja

W wersji drukowanej
15 zł

koszt przesyłki zwykłej: 7 zł
koszt przesyłki za pobraniem: 15 zł

W parafiach
Telefonicznie: 34 369 43 51
Mailowo: kolportaz@niedziela.pl

Prenumerata roczna: 60 zł (przesyłka gratis)

W wersji elektronicznej
12 zł

Zamów e-wydanie

Archiwum