Nikt tak jak on nie potrafił malować białych habitów, nikt też przed nim nie przedstawiał świętych w tak realistyczny sposób. Kim był jeden z największych twórców kontrreformacji? I dlaczego świat o nim zapomniał?
W pierwszej połowie XVII wieku Sewilla była jednym z największych miast Europy i głównym portem hiszpańskiego handlu transatlantyckiego. Monopol w prowadzeniu interesów z zamorskimi koloniami zapewniał jej założony tu przez Izabelę Kastylijską zaledwie 11 lat po dopłynięciu Kolumba do Ameryki Casa de la Contratación de las Indias (Dom Handlu Indii), instytucja, która nadzorowała wszystkie sprawy związane z handlem z koloniami. Tu właśnie z leniwym nurtem Gwadalkiwir, rzeki łączącej miasto z Atlantykiem, zawijały statki wyładowane egzotycznymi towarami oraz galeony tzw. Srebrnej Floty, wiozące kruszec wydobyty w kopalniach Meksyku i górze Cerro Rico w Boliwii przez 100 lat tylko kopalnie w Cerro Rico zapewniały połowę srebra dostępnego w Europie. Odpływając do Nowego Świata, okręty miały ładownie wypełnione hiszpańskimi towarami, w tym obrazami dla powstających tam kościołów, co podwajało zyski kupców i hiszpańskiej Korony. Sewillę zaczęto więc nazywać „Nowym Rzymem”. Urzędnicy i kupcy nie szczędzili pieniędzy ani na swoje pałace, ani na zbożne cele. Beneficjentami hojnych donacji były głównie klasztory. W XVII-wiecznej Sewilli znajdowało się łącznie ok. 70 klasztorów i konwentów należących m.in. do dominikanów, franciszkanów, mercedariuszy i kartuzów. Zakony stały się więc centrami kultury, prowadząc największe inwestycje budowlane, zamawiając nie pojedyncze obrazy, ale całe programy ikonograficzne, zdobiące później klasztorne krużganki i kościelne wnętrza. Zakonnicy i mniszki cenili sobie estetykę, uważając piękno za jedną z dróg do uszlachetnienia duszy. Poszukiwali więc zdolnych artystów potrafiących sprostać rosnącym potrzebom. Odpowiedzią na ich wymagania był Francisco de Zurbarán – przez kilka dekad jego obrazy kształtowały wyobrażenie wiernych o świętych.
Dzieciństwo z Tkaninami
Gdy Sewilla osiągała szczyt swojej potęgi, w niewielkim Fuente de Cantos, którego krajobraz tworzyły winnice i gaje oliwne, przeplatane pastwiskami i polami pszenicy, 7 listopada 1598 r. urodził się Francisco de Zurbarán. Jego ojciec, Luis, był handlarzem tkaninami i człowiekiem stosunkowo zamożnym jak na warunki Estremadury – wówczas regionu surowego, ubogiego i naznaczonego silną religijnością. W domu rodzinnym młody Francisco po raz pierwszy zetknął się z materiałem – ciężkim suknem, fałdami płótna, fakturą białych tekstyliów – którego teksturami i barwami był zafascynowany. Nie wiemy, dlaczego Luis zdecydował posłać syna na naukę malarstwa do Sewilli. Prawdopodobnie w jego ocenie rzemiosło – a malarstwo było wówczas tak postrzegane – mialo zapewnić synowi większy dostatek niż kupiecka profesja, poddana wielkiej presji konkurencyjnej. Gdy miał 16 lat, syn prowincjonalnego kupca znalazł się w gwarnej Sewilli, gdzie uczył się malarstwa w warsztacie Pedra Díaza de Villanuevy. Młody Zurbarán okazał się bardzo utalentowany, nie pociągało go jednak światowe życie. Po 3 latach zakończył terminowanie, by wrócić do Estremadury. Osiedlił się w Llerenie, gdzie założył rodzinę i prowadził własny warsztat. Dopiero wielkie zamówienie dominikanów z Sewilli w 1626 r. otworzyło mu drogę do pierwszej ligi hiszpańskiego malarstwa.
Pełna treść tego artykułu
w wersji drukowanej (zamów telefonicznie 34 369 43 51 lub mailowo kolportaz@niedziela.pl)
lub zamów e-wydanie.
