Zwycięstwo Jana III Sobieskiego pod Wiedniem stało się tak doniosłym wydarzeniem, że polskiemu królowi zaczęto przypisywać cechy niemalże świętego. Czy rzeczywiście był tak pobożny?
Pobożność, najprościej mówiąc, jest zewnętrznym ukazywaniem religijności przez udział w nabożeństwach, modlitwy, litanie, różańce czy pielgrzymki. Współcześnie uważamy, że to nie wystarczy, jeśli nie ma osobistej, głębokiej relacji z Bogiem. Czy możemy jednak tą samą miarą oceniać naszych przodków? Jak naukowo badać stopień ich autentycznego zaangażowania religijnego?
XVII wiek był czasem tzw. pobożności sarmackiej, przywiązanej do zewnętrznych form i rytuałów, łączącej poczucie dumy narodowej z żarliwą, ale często powierzchowną wiarą. Dominowały ostentacyjność i przepych, długie modlitwy, w kręgach magnackich fundowanie kościołów, kaplic i ołtarzy, a także powszechne przekonanie, że Rzeczpospolita jest przedmurzem chrześcijaństwa, obrońcą Europy przed Turkami, Tatarami, heretykami. W takim duchowym klimacie kształtował się genialny wódz i przyszły polski król Jan Sobieski.
Okna wybijał, w sadzie drzewa łamał
Pełna treść tego artykułu
w wersji drukowanej (zamów telefonicznie 34 369 43 51 lub mailowo kolportaz@niedziela.pl)
lub zamów e-wydanie.
