Ktoś rządzić musi. Co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Bez władzy funkcjonowanie społeczności, nawet tej najmniejszej, jest niemożliwe. Panuje tu raczej zgoda, choć oczywiście zdarzają się grupy – niewielkie – które tę zasadę kwestionują, a nawet niekiedy próbują siłą przekonać do tego większość społeczności.
W całej swej ponadtysiącletniej historii Polacy mieli różnych władców i różne władze. W polskim panteonie dobrych, a raczej najwybitniejszych władców umieścimy pewnie Mieszka I, Bolesława Chrobrego, Władysława Jagiełłę i Jana III Sobieskiego. Ten ostatni tak po prawdzie jest też ostatnim królem, który na to – w opinii Polaków – zasłużył. Pamięta mu się przede wszystkim wspaniałą wiktorię wiedeńską, która ocaliła chrześcijaństwo i Europę oraz poskromiła apetyty tureckiego imperium na ekspansję w zachodnim kierunku. Za to Sobieskiemu stawiano w Polsce pomniki i za to Polacy po dziś dzień zachowują go w dobrej pamięci, a najnowsze polskie samoloty bojowe, tzn. zakupione przez Polskę, nazwano Husarzami – od ciężkiej polskiej jazdy, z której słynęły wojska Sobieskiego.
Bywa jednak niekiedy tak, że powszechna pamięć to jedno, a historyczna prawda to drugie. Jaki więc naprawdę był król, który jako jedyny z polskich władców i jeden z nielicznych w ogóle zasłużył w Stolicy Apostolskiej na tytuły „obrońcy wiary” i „obrońcy chrześcijaństwa”? W tym numerze Magazynu przybliżamy jego sylwetkę i historyczne oceny jego działań w jednym z bardzo trudnych okresów historii naszego narodu. Absolutnie nie pragniemy – nie jest to naszą intencją – zdejmować Sobieskiego z piedestałów. Bez wątpienia był wybitnym polskim królem, chyba najlepszym „wyborem” spośród królów elekcyjnych. W jego przypadku narodowa pamięć nie rozjeżdża się z historyczną prawdą – jest w niej mocno zakorzeniona. Można go nadal stawiać za wzór polskiego męża stanu.
