Co pewien czas odżywają w Kościele (lub też i poza nim) dyskusje o celibacie. Podnosi się opinie, że powinien być zniesiony jako sprzeczny z pewnym porządkiem naturalnym lub nawet z Biblią. Polemiki na ten temat toczą się jednak już niemal od początku istnienia Kościoła, a dyscyplina dotycząca celibatu miała w historii różne formy i interpretacje.
Pierwszym punktem odniesienia i szukania norm określających sposób życia chrześcijan jest – co oczywiste – Pismo Święte. Jeśli jednak chodzi o tych, których dziś nazywamy duchownymi, to Nowy Testament nie podaje nam jasnych wytycznych, bo i sam „stan duchowny” dopiero się wyłaniał i kształtował.
Albowiem napisano...
Pewien obraz biskupa (przez określenie to rozumiano wówczas najpewniej dzisiejszego prezbitera, ponieważ stopnie sakramentu święceń jeszcze nie były tak jasno rozróżnione) i diakona kreśli sam św. Paweł w swym Liście do Tymoteusza, w którym pisze: „Biskup więc powinien być nienaganny, mąż jednej żony, trzeźwy, rozsądny, przyzwoity, gościnny, sposobny do nauczania, nieprzebierający miary w piciu wina, nieskłonny do bicia, ale opanowany, niekłótliwy, niechciwy na grosz, dobrze rządzący własnym domem, trzymający dzieci w uległości, z całą godnością. Jeśli ktoś bowiem nie umie stanąć na czele własnego domu, jakżeż będzie się troszczył o Kościół Boży? (...) Diakonami tak samo winni być ludzie godni, w mowie nieobłudni, nienadużywający wina, niechciwi brudnego zysku, [lecz] utrzymujący tajemnicę wiary w czystym sumieniu. I oni niech będą najpierw poddawani próbie, i dopiero wtedy niech spełniają posługę, jeśli są bez zarzutu. (...) Diakoni niech będą mężami jednej żony, rządzący dobrze dziećmi i własnymi domami” (1 Tm 3, 2-5. 8-10. 12). Zarówno co do biskupów (prezbiterów), jak i diakonów św. Paweł stawia wymóg, by byli „mężami jednej żony”, a nadto dobrze zarządzali swym domem, czyli rodziną, oraz właściwie wychowywali swe dzieci. Zważywszy, że kapłani starotestamentowi mieli żony i dzieci, a samo kapłaństwo było dziedziczne, przechodziło z ojca na syna, takie wytyczne nie były niczym zaskakującym. Jednakże ten sam św. Paweł, tym razem w Liście do Koryntian, wychwala dziewictwo i życie w czystości, ale nie nakłada tego ideału jako zobowiązującego (por. 1 Kor 7, 25-40). Bezżenność nie była w czasach Jezusa czymś powszechnym. Owszem, już w Starym Testamencie prorocy bywali bezżenni, a było to znakiem ich poświęcenia dla Jahwe. Nie bez znaczenia może być jednak wpływ tajemniczej wspólnoty z Qumran, która funkcjonowała na kształt późniejszych zakonów, żyjąc w bezżenności i wstrzemięźliwości seksualnej. Jezus także nie krytykuje małżeństwa, ale wypowiada słowa, które staną się odtąd pewnym ideałem ewangelicznym: „Bo są niezdatni do małżeństwa, którzy z łona matki takimi się urodzili; i są niezdatni do małżeństwa, których ludzie takimi uczynili; a są i tacy bezżenni, którzy dla królestwa niebieskiego sami zostali bezżenni” (Mt 19, 12). Jeśli zatem szukać w Biblii jakiegoś wskazania, to można znaleźć zarówno zalecenie, by duchowny był „mężem jednej żony”, jak i by dla królestwa Bożego stać się bezżennym, bo to szlachetne, ale niekoniecznie zobowiązujące. Tym samym otworzyła się szeroka przestrzeń do różnych interpretacji i różnych kościelnych ustaw.
Ustalmy zasady
Różne interpretacje, różne wrażliwości duchowe, różne teologiczne sposoby rozumienia kapłaństwa sprawiły, że pojawiają się kontrowersje. Poza tym w drugiej połowie III wieku rozpoczyna się na Wschodzie ożywiony ruch monastyczny, którego jednym z istotnych rysów jest bezżenność i wstrzemięźliwość seksualna mnichów i mniszek. Ideał ten mocno wpływa na rozumienie poświęcenia się dla królestwa Bożego. Trzeba było zatem uporządkować i ujednolicić dyscyplinę kościelną dotyczącą tego, czy duchowni mogą mieć żony i dzieci. Zadanie nie było jednak takie łatwe. Wielcy Ojcowie Kościoła i pisarze chrześcijańscy w swym nauczaniu zwykle przedstawiali seks (nawet w małżeństwie) jako grzeszny, zaś abstynencję od współżycia seksualnego ukazywano jako szlachetny wzorzec i ideał. Szła za tym zaleceniem część duchownych. Pozostali, jak to było wcześniej, mieli żony, rodziny, dzieci. Pojawiały się więc napięcia i ostre kontrowersje. Nie bez znaczenia były także kontekst kulturowy i pewne mentalne uwarunkowania, Kościół bowiem rozwijał się też w obszarach świata, w których bezżenność była nierozumiana lub wręcz nieakceptowana. Temat podejmują synody, które próbują ustalić reguły na swoim obszarze, w różnych bowiem zakątkach ówczesnego świata, gdzie już działa Kościół, zasady bywają różne, co znów spowoduje dyskusje i spory.
Wschód i zachód
W Kościele zachodnim (rozumianym jako część niepodzielonego jeszcze Kościoła powszechnego z centrum w Rzymie) mocnym akcentem były uchwały synodu w Elwirze u początku IV wieku, który ustalił, że biskupi, prezbiterzy i diakoni, którzy przyjęli święcenia jako żonaci, mają zaprzestać współżycia ze swymi małżonkami. Mogą zatem żyć w małżeństwie, ale zachować w nim wstrzemięźliwość. Pobrzmiewa tu swoiste rozumienie czystości rytualnej, zakorzenionej w Prawie Mojżeszowym. Uchwały te będą jakimś punktem odniesienia dla kolejnych synodów i praw kościelnych, jednakże postanowienie to raczej nie przyjęło się w praktyce. Nie odnoszą się do tej kwestii także trzy pierwsze sobory powszechne. Nie jest to więc kwestia, którą ojcowie soborowi (reprezentujący różne zakątki chrześcijańskiego świata) uważaliby za istotną. Synody lokalne ustalają jednakże zasady dotyczące zakazu powtórnego ożenku duchownego po owdowieniu.
Wschód nie toczy dyskusji, które mają miejsce na Zachodzie. Wręcz zakazuje się duchownym praktyki oddalania żon w zamiarze życia we wstrzemięźliwości. Wprowadza się czasem nakaz powstrzymania się od współżycia przed pełnieniem służby przy ołtarzu. Nierzadko uchwały takie są wprost reakcją na praktyki zachodnie, które ocenia się wręcz jako herezję. Ustala się jednak z czasem obowiązującą do dziś w Kościołach wschodnich regułę, że biskupem zostać może wyłącznie kapłan bezżenny. Dziś najczęściej biskupami w tych Kościołach zostają mnisi, ale zdarzało się, że wybierano na biskupa kapłana żonatego. Wówczas jego małżonka była posyłana do klasztoru, gdzie żyła jako mniszka.
Reforma gregoriańska
W 1073 r. na Stolicę Piotrową został wybrany Grzegorz Hildebrand, który jako Grzegorz VII zapoczątkował w Kościele zmiany nazywane od jego imienia „reformą gregoriańską”. Jednym z jej elementów było zaprowadzenie i egzekwowanie nakazu celibatu duchownych. Sam papież był wcześniej benedyktyńskim mnichem, zatem chciał, aby duchowieństwo diecezjalne przyjęło mniszy sposób i ideał życia. Nie bez znaczenia był, oczywiście, problem majątków kościelnych, z których duchowni uposażali swe dzieci, co sprawiało, że posiadłości służące ich utrzymaniu były zubażane. Wprowadzenie nakazanego przez papieża celibatu nie było jednak takie oczywiste i takie proste. Przypomina się o tym nakazie już w uchwałach soboru laterańskiego I (1123) i kolejnych, a także podczas synodów lokalnych, jednakże mentalność i sposób życia trudno było zmienić. Momentem przełomu była reformacja i sobór trydencki (1545-63), który miał odnowić Kościół zraniony podziałem i herezją. Konkubinaty duchownych i niestosowanie się przez nich do prawa kościelnego stawało się orężem ataków ze strony reformatorów, powodem zarzutów i znakomitym uzasadnieniem potrzeby reform. Narzędziami zaprowadzenia dyscypliny były sankcje karne, ale i wprowadzone dopiero przez ten sobór seminaria duchowne, gdzie kandydaci do święceń otrzymywali formację duchową i moralną. Wcześniej kandydaci przygotowywali się, „przyuczając się” u boku starszych duchownych, co nie zawsze było dla nich właściwe.
Zasada, ale i wyjątki
W Kościele zachodnim uformowała się zasada teologiczna i prawna, że duchowni zobowiązani są do celibatu, zatem do bezżenności i wstrzemięźliwości seksualnej, chociaż celibat nie należy do natury kapłaństwa, lecz jest dyscypliną ustanowioną przez Kościół. Oznacza to, że w poszczególnych przypadkach zasada ta może być uchylana. Duchowni to ci, którzy przyjęli przynajmniej święcenia diakonatu. Diakoni, prezbiterzy i biskupi zobowiązani są więc do życia w celibacie, co też przyrzekają, przyjmując święcenia. Warto jednak wskazać na pewne wyjątki od tej reguły, które wynikają z przyjętych zasad lub szczególnych decyzji papieża.
Kościół katolicki tworzy Kościół łaciński (rzymskokatolicki) oraz ponad dwadzieścia katolickich Kościołów wschodnich, które zachowując swój obrządek, tradycję duchową, teologiczną i dyscyplinarną oraz mając swoją hierarchię, uznają zwierzchność biskupa Rzymu jako papieża i głowę Kościoła. W Kościołach tych, będących katolickimi, z zasady duchownych nie obowiązuje celibat, choć mogą go dobrowolnie wybrać. Święcenia mogą przyjąć mężczyźni żonaci, lecz po przyjęciu święceń nie mogą się już żenić. Biskupi są zawsze spośród celibatariuszy.
Po Soborze Watykańskim II odnowiono w Kościele łacińskim diakonat stały, czyli udzielanie święceń w stopniu diakonatu tym, którzy nie zamierzają przyjmować święceń prezbiteratu. Mogą je – za zgodą swych żon, jeśli są żonaci – przyjąć także mężczyźni żyjący w małżeństwie. Jeśli owdowieją, nie mogą już jednak ponownie się ożenić.
W 2009 r. papież Benedykt XVI na mocy konstytucji apostolskiej Anglicanorum coetibus utworzył ordynariaty personalne dla byłych wiernych Kościoła anglikańskiego, którzy chcieliby przejść do Kościoła katolickiego, zachowując tradycje swej dawnej wspólnoty. Znaczną część z tych wiernych stanowili byli duchowni anglikańscy, którzy żyli w małżeństwach, ale pragnęli podjąć posługę kapłańską w Kościele katolickim. Papież zezwolił wówczas na to, by po przygotowaniu mogli przyjąć święcenia prezbiteratu (ich święcenia przyjęte w Kościele anglikańskim są przez nas uważane za nieważne), zachowując swe małżonki. Szanując tradycję Kościoła, zdecydowano, by byli biskupi anglikańscy, jeśli żyli w małżeństwie, mogli przyjąć tylko święcenia prezbiteratu. Taką samą zasadę stosuje się do byłych pastorów protestanckich przechodzących na katolicyzm i chcących przyjąć święcenia.
Ciekawym i wyjątkowym przypadkiem jest Salomao Barbosa Ferraz, były biskup schizmatyckiego Brazylijskiego Katolickiego Kościoła Apostolskiego, który zwrócił się do papieża Jana XXIII o przyjęcie do Kościoła katolickiego. Papież uznał ważność jego święceń biskupich i zezwolił mu na pełnienie funkcji biskupich, chociaż miał on żonę, żył w małżeństwie i miał siedmioro dzieci. Jest to jeden z nielicznych w historii przypadków przyjęcia do Kościoła katolickiego biskupa, który nie był celibatariuszem.
