Praca jest bardzo ważna, bo nie tylko daje nam chleb, ale także nadaje naszemu życiu poczucie godności i sensu życia. W tej pracy jednak nie można się zatracić, a więc musimy walczyć o czas na dobry odpoczynek – mówi prof. Barbara Strzałkowska, biblistka i przewodniczka po krajach biblijnych.
Artur Stelmasiak: Jak Pani Profesor spędza wolny czas i najlepiej wypoczywa?
PROF. BARBARA STRZAŁKOWSKA: To jest bardzo trudne pytanie, bo właśnie uświadomiłam sobie, że przez ostatni rok w ogóle nie wypoczywałam... Coraz bardziej odczuwam tego konsekwencje i lepiej rozumiem, dlaczego Pan Bóg przewidział wypoczynek dla człowieka. Kiedyś rozmawiałam ze znajomym Żydem w Izraelu, który był bardzo pracowitym człowiekiem, ale chwalił się, że zawsze przestrzega odpoczynku szabatowego. Mówił mi, że naprawdę odpoczywa, czyli odcina się od zwykłych codziennych czynności, pracy i niepotrzebnych informacji. Nie używa wtedy telefonu komórkowego, a cały czas poświęca na spotkania z rodziną. Człowiek musi znaleźć odpowiedni balans między pracą i odpoczynkiem. Praca jest bardzo ważna, bo nie tylko daje nam chleb i przetrwanie od pierwszego do pierwszego, ale także nadaje naszemu życiu poczucie godności i sensu życia. W tej pracy jednak nie można się zatracić, a więc musimy szukać i walczyć o czas na dobry odpoczynek.
Czyli – Pani Profesor zapomniała, jak się odpoczywa?
Mam nadzieję, że nie. Problemem jest, gdy praca jest pasją, bo widzę po sobie, że muszę sobie narzucić obowiązek wypoczywania. A najlepiej wypoczywam na łonie natury, z dala od telefonów, internetu i całego szumu informacyjnego. Mam swoje ukochane miejsce na Dolnym Śląsku, gdzie jest mały pensjonacik pod lasem. Uwielbiam wielokilometrowe spacery po lasach, łąkach i drogach polnych. Bliskość natury sprawia, że najlepiej się wówczas regeneruję.
A jednak wygrywa polska przyroda, a nie Ziemia Święta, z którą Pani Profesor związana jest naukowo i zawodowo.
Oczywiście, prywatnie też wyjeżdżam do krajów biblijnych, ale kojarzą mi się one głównie z pracą przewodnika czy teologa. Nawet gdy znajdę się tam prywatnie, to bardzo często i tak kończy się to badaniami naukowymi albo czasem spędzonym np. w jerozolimskiej bibliotece. Dlatego jeśli chcę naprawdę wypocząć, to muszę znaleźć jakieś miejsce na łonie polskiej przyrody.
Co o wolnym czasie mówi nam Pismo Święte?
Pierwsze, co przychodzi mi na myśl, to Księga Rodzaju, a w niej tekst o stworzeniu świata i człowieka. Człowiek jest stworzony do pracy, czyli czynienia sobie ziemi poddaną. Przykazanie płodności i opieki nad dziełem stworzenia jest więc realizacją Bożego planu. Tym, co odróżnia człowieka od zwierząt, jest kontynuacja dzieła stworzenia. Tylko człowiek może swojej pracy, ziemskiej aktywności nadać sens. Ma pierwiastek tego Bożego geniuszu, który odróżnia go od reszty stworzeń. Ludzka praca jest twórcza i pcha ten świat do przodu. Ale jednocześnie w tym samym tekście Pan Bóg przewiduje dla człowieka dzień odpoczynku. Tym dniem jest szabat, który w dosłownym tłumaczeniu oznacza zaprzestanie pracowania.
Słowo „niedziela” dobrze oddaje sens szabatu.
Dokładnie. „Niedziela” pochodzi od niedziałania... Oprócz Księgi Rodzaju mamy piękne teksty w Księgach Mądrościowych, które są pochwałą pracowitości i krytyką lenistwa. Stary Testament bardzo mocno stawia na solidną pracę. Wiele biblijnych porównań ze Starego Testamentu przeniknęło do naszego europejskiego kręgu kulturowego, gdy często porównujemy się do pracowitych mrówek czy pracowitej pszczoły.
Czy możemy mówić o współczesnej teologii czasu wolnego i odpoczynku?
Podwaliny pod tę teologię znajdziemy w encyklice poświęconej pracy – Laborem exercens św. Jana Pawła II. Papież wskazuje, że opis z Księgi Rodzaju jest jakby pierwszą „ewangelią pracy”, która ukazuje, na czym polega jej godność. Uczy, że pracując, człowiek powinien naśladować Boga, bo tylko człowiek ma pierwiastek podobieństwa do Niego. Dlatego „ludzka praca nie tylko domaga się odpoczynku «co siódmy dzień», ale co więcej: nie może polegać na samej tylko eksploatacji ludzkich sił w zewnętrznym działaniu – musi pozostawiać przestrzeń wewnętrzną, w której człowiek, stając się coraz bardziej tym, kim z woli Boga stawać się powinien, przygotowuje się do owego «odpoczynku» jaki Pan gotuje swoim sługom i przyjaciołom” (n. 25).
Jak wypoczywała Święta Rodzina?
Tego to nie wiemy, a raczej wiemy bardzo mało. Chyba dobrze, że Pismo Święte na temat wczesnych lat Jezusa jest bardzo dyskretne. Tylko dwie Ewangelie mówią cokolwiek o Jego dzieciństwie. Jest trochę na ten temat w apokryfach, ale tak naprawdę nie wiemy, jak wyglądał wypoczynek Świętej Rodziny poza tradycyjnym odpoczynkiem szabatowym. Dotyczy to jednak każdej pobożnej rodziny żydowskiej z tamtego okresu.
Czy w świecie starożytnym istniała kultura wypoczynku, wakacji, czy była turystyka?
W starożytności była turystyka, ale dotyczyło to bardziej świata rzymskiego i greckiego. W Grecji podróżowano do sanktuariów pogańskich, np. do świątyni Artemidy w Efezie, do wyroczni Apollina w Delfach, dokąd przybywali ludzie, by dowiedzieć się czegoś o swojej przyszłości. W Grecji były też sanktuaria uzdrowiskowe, jak świątynia Asklepiosa w Epidauros czy w innych miejscach. Jeśli chodzi zaś o starożytne miejscowości uzdrowiskowe, to bardziej rozbudowali je Rzymianie, którzy uwielbiali jeździć do wód. Nie wszyscy wiedzą, że współczesne SPA wzięło się właśnie z czasów rzymskich i jest akronimem łacińskiego Sanus Per Aquam, czyli „zdrowie przez wodę”. Jeżdżono do wód leczniczych, by odzyskać zdrowie, tak jak dziś ludzie udają się do SPA czy do naszych tradycyjnych sanatoriów i miejscowości uzdrowiskowych.
Ale czy na taką turystykę mogli sobie pozwolić wszyscy? Czy ten przywilej mieli obywatele tych państw, które skolonizowały inne narody?
Byli to wyłącznie zamożni obywatele rzymscy, bo niewolnicy i ludy podbite nie mogli sobie pozwolić na takie luksusy odpoczynku. Zresztą dziś jest podobnie, tylko 20% populacji całego świata może uprawiać na jakąkolwiek turystykę. Około 80% ludzi na świecie nigdzie nie wyjeżdża.
Gdzie można odnaleźć źródła turystyki religijnej i pielgrzymowania?
Idea chrześcijańskiego pielgrzymowania wywodzi się wprost z biblijnego Izraela. Pobożni Żydzi mieli obowiązek pielgrzymowania do Jerozolimy trzy razy do roku, w czasie tzw. świąt pielgrzymich. Pierwsze pokolenie chrześcijan tak samo jak Żydzi pielgrzymowało na Paschę i na Pięćdziesiątnicę do świątyni jerozolimskiej. Z czasem, gdy chrześcijaństwo rozprzestrzeniło się na inne części świata, zaistniała potrzeba pielgrzymek do miejsc, gdzie wydarzyły się dzieła zbawcze. Po edykcie mediolańskim w 313 r. w miejscach związanych z historią zbawienia powstały pierwsze kościoły, ale także w Rzymie zbudowano świątynie w miejscach, gdzie gromadziły się pierwsze wspólnoty chrześcijańskie albo gdzie były groby męczenników. W ten sposób powstały pierwsze sanktuaria, które są do dziś celem pielgrzymek.
Później w chrześcijańskiej Europie ruch pielgrzymkowy rozkwitł. A kiedy pojawiły się formy pozareligijnego podróżowania, czyli coś, co moglibyśmy nazwać świecką turystyką?
Motywacje religijne zawsze były silne. Ale wiele osób marzyło o tym, by zobaczyć ten słynny Rzym nie tylko z pobudek religijnych. Podróżowano także do innych miast, podziwiano dzieła architektury albo po prostu ludzi przyciągał inny, nieznany świat. W XVIII, a zwłaszcza w XIX wieku w kulturze arystokracji i zamożnych Europejczyków pojawiało się też pragnienie tzw. podróży romantycznej – by przeżyć jakąś przygodę, coś odkryć, dokonać czegoś wielkiego. Pojawiało się coraz więcej pamiętników, opisów podróży i nawet pierwszych przewodników. Sama mam kolekcję prawie 200 wspomnień z podróży m.in. do krajów biblijnych. Najstarszy opis podróży w mojej kolekcji pochodzi z 1681 r., ale mam także wiele wspomnień odkrywców, poszukiwaczy przygód i pionierów archeologii z XIX wieku. Turystyka, jaką dziś znamy, narodziła się w XIX i na początku XX wieku, do czego przyczyniło się wynalezienie maszyny parowej, statków i promów parowych oraz rozwój transportu kolejowego. Po I wojnie światowej upowszechniło się bardzo mocno podróżowanie do miejsc słynnych odkryć archeologicznych, do miejsc historycznych, organizowane były wycieczki promami i pociągami do Italii, Ziemi Świętej i Egiptu. Przed II wojną światową rusza cały przemysł turystyczny. Prawdziwą eksplozję turystki widzimy jednak od czasów upowszechnienia się transportu samochodowego oraz lotnictwa.
Czy Polacy lubią podróżować?
Bardzo. Jesteśmy coraz bardziej zamożnym narodem i możemy sobie pozwolić na podróżowanie do odległych zakątków świata. Ale ten „gen” podróżowania mieliśmy od zawsze. Podziwiam Polaków z biednej komuny, którzy znajdowali sposoby i oszczędzali pieniądze, by wyjechać za granicę. Gdy słucham opowieści o biblistach i znanych mi profesorach, którzy potrafili w latach 60. ubiegłego wieku wyjechać do Izraela, by prowadzić tam badania, to jestem pełna podziwu. Dziś jest to o wiele łatwiejsze.
Jak wygląda polska turystyka religijna na tle innych narodów?
Każdego roku pielgrzymuje aż 7 mln Polaków. Są to dane, które uwzględniają zarówno pielgrzymów wyruszających za granicę, jak i osoby nawiedzające rodzime sanktuaria – indywidualnie i grupowo. Stanowimy 20% wszystkich pielgrzymów w Unii Europejskiej i aż 5% pielgrzymów w skali całego świata. To jest niesamowity fenomen Polski, Polaków i naszej religijności.
Mówiąc po świecku – niezły „rynek”.
Tak, i ten rynek jest biznesowo bardzo dobrze zagospodarowany. Z tego powodu na UKSW otworzyliśmy kierunek Turystyka religijna, który przygotowuje młodych ludzi do podróżowania z pielgrzymami. Pątnicy potrzebują konkretnego organizatora, który nie tylko zapewni im profesjonalną obsługę, ale także duchową strawę i opiekę duszpasterską. Nasi studenci zdobywają pełne przygotowanie do pracy w obsłudze ruchu turystycznego z uwzględnieniem specyfiki pielgrzymkowej. Sama od 20 lat oprowadzam grupy takich turystów i wiem, że pielgrzymi potrzebują innej obsługi niż zwykli turyści. Pilot wycieczek, który byłby przygotowany jedynie od strony turystycznej, byłby do tej pracy przygotowany tylko częściowo. Przewodnik grup turystki religijnej powinien umieć prowadzić narrację religijną i pomagać ludziom w odkrywaniu Pana Boga. Od lat jestem konsultorem Rady Konferencji Episkopatu Polski ds. Turystyki i Pielgrzymek, w której troską obejmujemy organizatorów wyjazdów pielgrzymkowych. Staramy się sprawdzać, czy wyjazdy są na odpowiednim poziomie, ale także uczestnicy pielgrzymek otrzymują to, czego Kościół faktycznie naucza.
Skąd pomysł na studia z turystyki religijnej? Czym się wzorowaliście?
To jedyny taki kierunek nie tylko w Polsce, ale też na świecie. W czasie mojej biblijnej pracy naukowej zawsze dużo podróżowałam i pracowałam z pielgrzymami. Mój pomysł na studia i opracowanie całej koncepcji zrodził się więc naturalnie. Gdy prezentowałam swoją koncepcję na światowym kongresie duszpasterstwa turystyki organizowanym przez Stolicę Apostolską, wszyscy byli zachwyceni. Ten kierunek powstał z potrzeby uzupełnienia luki edukacyjnej, bo jest mnóstwo studiów turystycznych, rekreacyjnych, hotelarskich, ale brakowało turystyki z uwzględnieniem potrzeb pielgrzymów. A przecież to bardzo duży fragment polskiego rynku turystycznego, który cały czas się rozwija.
