Edytorial

2 kwietnia 2005 r.

Ks. Paweł Rozpiątkowski
Redaktor Naczelny

Ta data weszła do niezbyt licznego zbioru najistotniejszych chwil w historii Kościoła w Polsce i z racji jego wyjątkowych związków z narodem – także do historii naszego kraju. 20 lat temu w tym czasie Polska właściwie stała, choć żadnego strajku nie było. Myśli wszystkich skupione były na jednym: umierał papież, nasz papież, polski papież. Polskie życie toczyło się wokół tej agonii. Otulało ją, prawie że dotykając. Ona wszystko organizowała. Wszystko było jej podporządkowane. 2 kwietnia 2005 r. stał się dniem wyjątkowym, dla którego próżno szukać analogicznego w ponad 1000-letniej historii kraju. Ten dzień stał się datą przełomu.

Razem z nami, choć zapewne z o wiele mniejszą intensywnością, ten dramat przeżywał cały świat, a obrazki z Watykanu i z Polski dominowały w światowych mediach. Nazywano ten czas różnie. Narodową żałobą. Narodowymi rekolekcjami. Narodowym dramatem. Dominowało jedno odczucie – że coś bardzo ważnego się skończyło. Z oczu łzy wyciskał kamień wielkiej straty. Z drugiej strony zdawaliśmy sobie sprawę, albo przymuszeni musieliśmy sobie zdawać, że wraz z końcem przychodzi zawsze nowy początek. Ten w pierwszych chwilach dla wielu był po prostu pustką. Mówiono wiele o spuściźnie Jana Pawła II. O słowach i nauczaniu. O jego percepcji i o wierności. Wiele było zapewnień i przysiąg, że wytrwamy.

Gdy przyjdzie 2 kwietnia 2025 r., dwadzieścia lat po tamtym 2 kwietnia, trzeba sobie zadać pytanie o to, jak w ciągu dwóch dekad zmieniła się nasza ocena tego, co się wydarzyło. Prawie 10 mln współczesnych Polaków tego momentu nie pamięta, bo nie może – urodzili się po tej dacie. Ale 28 mln powinno mieć go wciąż w pamięci. Ufamy, że nadal dla wielu jest to pamięć świeża, choć zdajemy sobie sprawę z gorzkiej prawdy, że u części rodaków zupełnie się zatarła. W każdym momencie historii kryje się pewien testament, jakieś dziedzictwo na przyszłość. Testament z 2 kwietnia 2005 r. kryje w sobie wiele treści. Chodzi przede wszystkim o wierność wartościom, bo przez dwie dekady sporo z nich, nie tylko u nas, zdradzono. Jeżeli dziś świat znajduje się na ostrym zakręcie, na śmiertelnym wirażu, co rysuje się nam coraz bardziej, to także, a może przede wszystkim z powodu utraty wartości. Ta data nie jest po to, żeby wspominać. Nie wystarczy jedynie się zadumać. Trzeba do niej wrócić i przypomnieć sobie o świętym zobowiązaniu i o zwykłej wdzięczności.

Niedziela. Magazyn 8/2025

Dystrybucja

W parafiach

W wersji elektronicznej

Zamów e-wydanie

Archiwum