Są miejsca, które raz wybrane, na zawsze pozostają uprzywilejowane. Trzebnicę wybrała św. Jadwiga. Niemal każdego dnia słychać tu kroki pielgrzymów: przybywają z całego świata, szukając pociechy przy sarkofagu Patronki Śląska. Księgi próśb i podziękowań zapełniają się szybko, a kolejne świadectwa dopisują ciąg dalszy opowieści rozpoczętej osiem wieków temu.
Urodziła się ok. 1174 r. w Andechs (Bawaria) jako Hedwig, córka Bertolda, księcia Meranii. Jej wychowaniem zajęły się benedyktynki w Kitzingen, gdzie opatką była jej starsza siostra. Tam nauczyła się pisać i czytać, poznała Pismo Święte, żywoty świętych, malarstwo, muzykę i umiejętności przydatne w prowadzeniu dworu, a także – co naznaczy jej późniejszą działalność – pielęgnacji chorych. Choć księżniczka umiłowała życie mniszek, ojciec wydał 12-letnią córkę za piastowskiego księcia, władcę Śląska, później także Krakowa i Wielkopolski. Dla Henryka, zwanego Brodatym, mariaż z córką tak znakomitego rodu był nobilitacją. Jej siostry były królowymi Francji (Agnieszka) i Węgier (Gertruda), brat – biskupem, a siostrzenica – św. Elżbieta, kolejną królową węgierską.
Jadwiga zawładnęła Śląskiem i sercami Ślązaków jako pani mężna i roztropna, a przy tym wielce pokorna i bez granic miłosierna. Przełamywała bariery nie tylko językowe, ale też polityczne i obyczajowe. Po urodzeniu siedmiorga dzieci namówiła męża do ślubowania wstrzemięźliwości małżeńskiej, a biskupa wrocławskiego Wawrzyńca – do publicznego pobłogosławienia tego ślubu, co było wydarzeniem bez precedensu. Angażowała się w sprawy gospodarcze i polityczne księstwa, planowała i realizowała budowy, prowadziła negocjacje. Raz udała się z misją do znanego z zaciekłości Konrada Mazowieckiego, prosząc o uwolnienie uwięzionego męża. Potrafiła upomnieć biskupa wrocławskiego, ale i wzmacniała jego pozycję.
Menedżer, strateg, wizjonerka i inwestorka
Pełna treść tego artykułu
w wersji drukowanej (zamów telefonicznie 34 369 43 51 lub mailowo kolportaz@niedziela.pl)
lub zamów e-wydanie.
