Choć dziś następcy św. Piotra nie nakładają na głowy tiary, to charakterystyczna potrójna korona nadal stanowi jeden z najbardziej rozpoznawalnych symboli papiestwa. Historia tiar to opowieść nie tyle o watykańskim ceremoniale, ile o duchowej misji papieży i wielkiej polityce.
W upalne popołudnie 30 czerwca 1963 r. na Placu św. Piotra zgromadziły się tłumy pielgrzymów, dyplomatów, dziennikarzy i ciekawskich, którzy nieświadomie stali się świadkami początku końca pewnej epoki papiestwa. W centrum tego wydarzenia znajdował się Giovanni Battista Montini, który dziewięć dni wcześniej wybrany na konklawe przyjął imię: Paweł VI. Zgodnie ze średniowiecznym zwyczajem miał zostać ukoronowany. Ceremonia była spektakularna. Specjalnie wykonano na tę okazję nową tiarę. Znany ze swojej powściągliwej natury i dystansu wobec ceremoniału Paweł VI przyjął ją, choć już w jego oczach było widać, że świat papieskich tiar i noszenia pontifexa na sedia gestatoria dobiega końca. Kilka miesięcy później papież uczynił coś, czego nikt się nie spodziewał – zdjął tiarę i złożył ją na ołtarzu, ogłaszając, że papieską koronę przekazuje na rzecz ubogich. Rezygnując z korony, Paweł VI dał światu do zrozumienia, że siła Kościoła tkwi nie w złocie i koronach, lecz w świadectwie i ewangelicznej prostocie. Kolejni następcy św. Piotra nie nałożyli już na głowy tiary, choć każdy z nich otrzymywał w darze koronę, jak np. Jan Paweł II, któremu w 1981 r. tiarę podarowali katolicy z Węgier.
Czapka, nie korona
Pełna treść tego artykułu
w wersji drukowanej (zamów telefonicznie 34 369 43 51 lub mailowo kolportaz@niedziela.pl)
lub zamów e-wydanie.
